| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Kategorie: Wszystkie | Dzień jak codzień | Kociołek emigranta | Przysłowia Angielskie
RSS
piątek, 15 sierpnia 2008
Middlewich Story

Od dziś jestem na: www.middlewichstory.wordpress.com - zapraszam :D

środa, 13 sierpnia 2008
Ostatni raz tutaj... a potem się przenoszę

Wracam :) Tylko tym razem to będzie inna bajka gdzie indziej pisana...

Stay tuned - wkrótce dam znać gdzie jestem...

wtorek, 01 stycznia 2008
No to jestem

Po dwóch miesiącach bitwy z dostawcą internetu, po wiekach czekania i po dziesiątkach funtów wydanych na telefony i próby dowiedzenia się DLACZEGO JESZCZE NIE MAMY NETU, wreszcie się udało. Wczoraj wreszcie spłynęło na nas błogosławieństwo dostępu do sieci. Nie rozpisuję się jeszcze na razie, jako, że muszę nieco zaległości nadrobić i najpierw poczytać co się u Was dzieje. Wracam niebawem...

Korzystając z okazji chcę Wam wszystkim, kochani, życzyć szczęśliwego Nowego Roku, obfitującego w małe i duże radostki, konkretne przypływy pieniężne i oczywiście zdrowie. I oby 2008 był lepszy niż poprzedni...

czwartek, 06 grudnia 2007
Bedzie krótko i szybko...

... nie mam netu bo wszyscy prowajderzy sie na nas wypieli (cyrk, ze hej). Internet w pracy, collegu i wszystkich lokalnych bibliotekach nie obsluguje stron blox.pl uwazajac je za zagrazajace bezpieczenstwu panstwowemu tudziez firmowemu tudziez bog wie jakiemu jeszcze... Tak wiec siedze w domu, taka utknieta, bez dostepu do szerokiego swiata, informacji i mozliwosci pisania...

W domu Sajgon. Zdazylismy juz wyremontowac jeden pokoj od czasu kiedy sie wprowadzilismy! (No moze nie do konca, ale juz niewiele brakuje...). Po za tym spoko. Powolutku kupujemy meble i sie wyposazamy (zeby tylko kasy bylo wiecej).

We wtorek uplywa termin na napisanie assigmentu o human planning w mojej organizacji. Siedze wiec po calych nocach i dniach i produkuje 2200 slow - bo tyle mam napisac. Jezu kolczasty - jakiez to ograniczenie frustrujace jest (ja to bym mogla ksiazke napisac, nie czuje sie dobrze w takich krotkich opowiastkach).

Dobra to tyle na razie z frontu - siedze teraz u kumpeli i korzystam z jej neta. Moj bedzie jak dobrze pojdzie za jakies 10 dni (ale znajac zycie nie pojdzie dobrze wiec sie mnie tu szybko nie spodziewajcie heheheheh).

Caluski dla wszystkich, wroce jak najszybciej bedzie mozliwe :D

niedziela, 28 października 2007
Dom

Plan był taki: zebrać resztę pojedyńczych gratów z mieszkania i korzystając z uroków posiadania wana zawieźć wszystko do nowego domu. Mieliśmy jako tako ogarnąć usyfione szafki, wstępnie się rozpakować po czym wrócić do Hanley i zacząć sprzątanie domu coby go można było zdać przed sobotą. Skończyło się na tym, że jak zahipnotyzowani staliśmy w jednej z sypialni i zdzieraliśmy przez pół dnia żółtą tapetę ze ścian. Tak ładnie schodziła, że wcale nam się nie chciało przestać. Załatwiliśmy dziś ponad pół pomieszczenia - tylko tona papieru wala się teraz po podłodze. Tomkowi udało się jeszcze odkurzyć wykładziny a ja ledwie wyrobiłam się z pozbieraniem większości śmiecio-resztek pozostawionych przez poprzednich właścicieli. Przy okazji odkryliśmy dwie gigant pajęczyny pod żyrandolem z napasionymi lokatorami i resztkami ich pożywienia, siedlisko ślimaków w "szedzie", niedokręcający się kran w kuchni, wybebeszoną (dosłownie) deskę klozetową w kibelku, nie grzejący piecyk elektryczny ogrzewający prysznic, dwa krany W WANNIE (jak to się stało, że wcześniej tego nie zauważyłam, ciekawa jestem jak się teraz będziemy kąpać!) no i co najgorsze za nic nie dający się usunąć swąd po gekonie - pupilku poprzednich właścicieli.

Przetachaliśmy king size materac do naszej przyszłej sypialni, pokręciliśmy się po domu, uruchomiliśmy kadzidełko (coby przynajmniej poudawać, że nie wali gekonem) i już był czas żeby wracać do starego domu.

Już bym chciała skończyć tą przeprowadzkę i mieć to wszystko z głowy. Tak jak do tej pory cały ten nowy dom i jego zakup za bardzo mnie nie ruszał tak dziś, jak nigdy dotąd chciałabym już tam zamieszkać.

Z tego wszystkiego nie ruszyłam nawet projektu. Zostało mi zaledwie kilka zdań do końca a jakoś nie mogę się zmobilizować. Deadline mam we wtorek, mam nadzieję, że uda mi się w końcu przysiąść i skończyć to co zaczęłam kika tygodni temu. Ostanią rzeczą, której bym teraz chciała to zawalić pierwszy termin oddania pracy na nowym kursie :D

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48